Cr Navigator
Wizualne zaśmiecanie miast
powrót
Jaki wpływ na sposoby widzenia może mieć zalew obrazów w przestrzeni publicznej? Obojętność, pozbawienie zdolności wyboru i wrodzonej czujności, czy może  zupełnie nowy sposób odbioru bez udziału koncentracji? O problemach hałasu wizualnego i sposobach radzenia sobie z nim pisze ekspert ds. odpowiedzialności biznesu w  Grupie TP, Bartłomiej Roch Remisko.

Wielkoformatowa reklama stała się poważnym problemem w polskich miastach. I to już nawet nie przez jej niepohamowany zalew, co przez brak perspektyw na zmianę obecnej sytuacji. Wielkomiejska przestrzeń publiczna (zresztą nie tylko miejska, bo problem dotyczy też miasteczek, dróg i poboczy oraz miejscowości wypoczynkowych) staje się pomału jednym wielkim wizualnym śmietnikiem za przyzwoleniem nas wszystkich. Stąd mówi się już coraz częściej o zanieczyszczeniu wizualnym polskiej przestrzeni publicznej. Ten niewyobrażalny chaos w mieście dobitnie świadczy o niskim poziomie świadomości kultury wizualnej, gdzie urbanistyka, poszanowanie krajobrazu i przyrody po II wojnie światowej poddane były ideologicznemu marnotrawstwu, od lat 90. zaś kapitalizmowi w wersji karaoke. I o ile obecnie istnieją ścisłe regulacje co do hałasu dźwiękowego w przestrzeni publicznej, z jasno określonymi zasadami i karami, nie ma podobnych dla hałasu wizualnego, który zewsząd nas otacza i przed którym użytkownicy miast nie mają możliwości ucieczki.

Nieuregulowany outdoor

Reklama miejska stała się od dawna integralną częścią architektury i urbanistyki, jest nieodłącznym elementem dużych aglomeracji. Nie sposób już wyobrazić sobie Times Square czy Picadilly Circus bez ich konstytutywnych części, które dodają miastu życia, kolorytu i swoistego rytmu. Przecież neony, które dziś przeżywają swoje drugie życie, miały i mają podobną rolę. Zatem, żeby polskie miasta nie wyglądały jak wielkie podmiejskie bazary, powinny jak najszybciej wypracować reguły dla reklamy w przestrzeni miejskiej i jej reglamentacji, tak jak zrobił to chociażby Paryż. Bez jasnych ram, w których reklama miejska będzie się poruszać, z surowymi konsekwencjami dla łamiących prawo, obecna sytuacja sama się nie zmieni. Aktorzy na scenie branży outdoorowej utrzymują na swoich stronach, że outdoor jest postrzegany jako najmniej przeszkadzający (Stroer), a niechęć mieszkańców stolicy skierowana jest przede wszystkim ku reklamie nieprofesjonalnej, nieuporządkowanej i przypadkowej. Podkreślają też to, że warszawiacy dostrzegają i pozytywnie oceniają aspekt informacyjny oraz estetyczny reklamy zewnętrznej (AMS, badania z 2004 r.). Nieaktywny od końca 2008 r. blog firmy AMS (www.wspolnaprzestrzen.blox.pl) czy apel Stoera o przeprowadzenie ogólnopolskich badań, mających na celu zlikwidowanie nadpodaży i deprecjacji nośników reklamowych będących rezultatem nieracjonalnego inwestowania przez ostatnie lata, wskazują na coraz większą wolę samoregulacji branży. Należy pamiętać jednak, że samoregulacja nie rozwiąże problemu z uwagi na zalew reklamy dzikiej i chałupniczej, o której mowa w wyżej przywołanych badaniach i z którą w Polsce mamy do czynienia w najwyższym stopniu. Stąd potrzeba mocnej regulacji administracyjnej. Sama branża z kolei zdaje się wciąż działać w myśl zasady, że co nie jest zabronione, jest dozwolone i dalej sprawnie zarabia pieniądze, co zresztą jest jej rolą. Administracja publiczna i terytorialna zabłąkane w labiryncie własnych struktur są po to też, żeby mieć bardziej realny wpływ w regulowaniu biznesu, a drobnym przedsiębiorcom tapetującym całe kwartały przedmieść z kolei zabraniać działania metodą faktów dokonanych i przejmować na powrót przestrzeń wspólną.

Granica nasycenia

Sektor outdoor w Polsce to ogromne pieniądze (ok. 800 mln PLN rocznie). Może już najwyższy czas na wprowadzanie opłat za wykorzystywanie przestrzeni publicznej tak jak we Francji z uwagi na to, że outdoor mocno ingeruje w przestrzeń publiczną i jej krajobraz. Pozwoliłoby to na ukrócenie tego nowoczesnego barbarzyństwa i wandalizmu usankcjonowanego prawem i w pewnym sensie też pasywnością mieszkańców miast. I czy naprawdę nie ma czegoś takiego jak granica nasycenia reklamą w przestrzeni miejskiej? Zdaje się, że jesteśmy już w jego najwyższych rejestrach… Sama branża reklamowa na tym traci (i chyba już pomału zaczyna zdawać sobie z tego sprawę), bo mieszkaniec miasta, który jest jej docelowym odbiorcą, wypracowuje w sobie swoiste mechanizmy obronne i praktycznie nie zauważa już reklam go otaczających. W dzisiejszym natłoku informacji wizualnej przekazowi coraz trudniej się przebić. Powoli też zaczynamy nie widzieć już naszych miast w tym wizualnym i informacyjnym śmietniku, w tym nawale przekazu reklamowego, w którym na co dzień żyjemy i się poruszamy. Na równi traktujemy reklamę firmy drobiarskiej, jak i obrazy wojny. Jakość reklam też pozostawia wiele do życzenia i wciąż pokazuje, że jesteśmy krajem na dorobku, tyle, że z dużymi aspiracjami… Polska reklama billboardowa nie wydaje się być specjalnie ciekawa i być może, gdyby przeprowadzono odpowiednie badania, okazałoby się, że niekoniecznie realizuje zamierzone cele. A może branża reklamowa powinna zacząć działać w myśl zasady mniej to więcej (z korzyścią dla wszystkich: mniej reklamy i lepsza jej jakość to lepsza zapamiętywalność oraz mniejszy koszt utrzymania nośników)? Reklama miejska w polskim wykonaniu to nie tylko stałe nośniki reklamy typu tradycyjne billboardy, stawiane w nadmiarze i niekoniecznie zawsze zgodnie z literą prawa, ale też reklama dynamiczna, jak latające napisy lub videobillboardy, niebezpieczne szczególnie dla kierowców albo billboardy typu scroll. To też przeróżne siatki na budynkach prywatnych i publicznych, reklama ruchoma typu stara przyczepa z przymocowanym mini-billboardem, osiatkowana komunikacja miejska zasłaniająca nam miasto, no i wszędobylskie, chałupniczo robione tandetne napisy i banery. Oprócz tego mamy do czynienia również z elementami architektury miejskiej (tzw. meble miejskie) jak przystanki czy oblepiane reklamami kioski, powoli zamieniane w samodzielne gadżety reklamowe. Są również dmuchane balony stawiane na trawnikach jako eventowe gadżety oraz prywatne i korporacyjne samochody z reklamą wytatuowaną na karoserii. Okazuje się, że świat reklamy zaczął też zawłaszczać techniki i sposób działania street artu dla swoich komercyjnych celów. Można się już natknąć na reklamowe vlepki, murale, graffiti. Malowane szablonami na chodnikach reklamy linii lotniczych czy firm telefonii komórkowej widzimy też coraz częściej w dużych miastach. Bez wątpienia jest to reklama dzika, mimo, że w świetle polskiego prawa i luk w nim taka partyzantka zdaje się być działaniem jeżeli nie w pełni legalnym, to jak najbardziej tolerowanym. Agresywna reklama bezpardonowo łamie podstawowe zasady współżycia społecznego. Do tego wszystkiego dochodzą nasze obrandowane ubrania, wszelkiego rodzaju reklamówki, gadżety, z którymi się poruszamy. Żyjemy w świecie coraz bardziej zlogoizowanym, gdzie sami ludzie stali się nośnikami reklamowymi, i to nie tylko w formie zarobkowej – jako chodzące reklamy banków czy fast-foodów, lecz jako nośniki znaczeń w obiegu pieniądza na najbardziej elementarnych poziomach prywatnego życia. 

Miasto moje, czyli obywatelska bezsilność


Ostatnio wydany został bardzo ciekawy album Polski outdoor - reklama w przestrzeni publicznej (wydawnictwo Klucze Sp. z o.o.) opracowany przez Elżbietę Dymną i Marcina Rutkiewicza ze stowarzyszenia MiastoMojeAwNim.pl, którego mottem otwierającym są słowa Tomasza Jastruna: Polska to nie jest kraj dla miłośników detalu. Album jest swoistym wołaniem o pomoc, bo jak piszą autorzy – z uwagi na złożoność zagadnienia sami nie są w stanie stworzyć projektu obywatelskiego regulującego reklamę w przestrzeni publicznej. Projekt taki zresztą miałby duże szanse trafić do szuflady, jak wiele innych obywatelskich projektów. Autorzy piszą jednak, że obcując na co dzień z wizualnym chaosem i bylejakością zaczynamy sytuacje te traktować jako stan normalny, że stępiamy naszą wrażliwość estetyczną, tracimy poczucie harmonii i dobrego smaku, że przenosimy zgodę na nieporządek i tandetę, bezguście i nieład do naszych przestrzeni prywatnych. I pewnie mają w tym wiele racji. Tak jak telewizja kształtuje gusta ogromnej rzeszy Polaków, tak czyni też przestrzeń publiczna, w której na co dzień żyjemy. Prawdą chyba jest, że sposób i warunki życia określają w dużym stopniu świadomość. Z zebranych przez autorów albumu opinii rysuje się bardzo mocny obraz postępującej unifikacji i zatracania tożsamości kulturowej, o nieodwracalnych zmianach w percepcji świata, o zastępowaniu sfery duchowej przez sferę konsumpcji. Do tego wszystkiego dochodzi fala bezmyślnych rewitalizacji miast, gdzie wizualna standaryzacja staje się wszechobecną wartością (szczegółowe postulaty dotyczące koniecznych zmian prawnych w zakresie ładu przestrzennego, dotyczących problemu reklamy zewnętrznej dostępne są na stronie stowarzyszenia: www.miastomojeawnim.pl).

 

Musimy wszyscy wierzyć, że to się zmieni! Inaczej pozostają nam akcje buntu obywatelskiego, jak historia pewnego warszawiaka, który wyciął sobie okienko w bannerze okalającym jego budynek na pl. Konstytucji (http://www.reklama-na-budynkach.waw.pl/). Chyba że będzie odwrotnie – staniemy się kompletnie obojętni, w niewoli zbanalizowanych, rozpuszczających podstawowy sens komunikatów obrazowych. Pozostaje chyba już tylko nadzieja, że jest to sytuacja przejściowa, to co przeżywamy obecnie to naturalna kolej rzeczy, kolejny poziom transformacji, a dzisiejszy kiczowaty chaos po kilkudziesięciu latach będzie tylko pouczającym wspomnieniem. Jasnym jest, że reklama w przestrzeni publicznej jest coraz bardziej uciążliwa: przy drogach, szczególnie ta ruchoma jest niebezpieczna, w mieście stwarza poczucie mentalnego chaosu, a na plaży czy stoku narciarskim po prostu męczy. Same nasuwają się wiec pytania o to, czy decydenci są zbyt leniwi, aby dbać o ład przestrzenny (może są ślepi, a może uchylają się od odpowiedzialności)? Czy lobby reklamowe jest tak silne, że świadomie nie doprowadza do stworzenia odpowiedniego prawa, a istniejącego i tak się praktycznie nie egzekwuje oraz toleruje notoryczne jego kreatywne omijanie?  A może wszyscy są po prostu zadowoleni z obecnej sytuacji i generalnie nie widzą żadnego problemu?

         

Postulaty stowarzyszenia MiastoMojeAwNim.pl założonego przez autorów wspominanego albumu Polski outdoor, Elżbietę Dymną i Marcina Rutkiewicza, obywatelskiej inicjatywy, której celem jest obrona polskich miast przed inwazją reklam. (zdjęcia ilustrujące problem są dostępne pod adresem: http://picasaweb.google.pl/miastomoje). Stowarzyszenie chce doprowadzić do uchwalenia przez sejm RP jednolitej ustawy o estetyce przestrzeni publicznej, na podobieństwo rozwiązań prawnych funkcjonujących w bardziej rozwiniętych ekonomicznie krajach Unii Europejskiej. W swoich działaniach skupia się na lobbingu na szczeblu centralnym i lokalnym, starając się uświadomić decydentom problem i nakłonić ich do wprowadzenia koniecznych zmian w prawie. Stowarzyszenie prowadzi też cykliczną akcję Czyste Miasto, polegającą na usuwaniu nielegalnych reklam z elementów infrastruktury miejskiej (lampy, płoty, słupy, skrzynki sterownicze, etc.). Ten symboliczny gest ma na celu zwrócenie uwagi tak społeczeństwa, jak decydentów, na problem degradacji przestrzeni publicznej przez reklamę. Stowarzyszenie organizuje również publiczne debaty i prezentacje, gdzie przedstawia uczestnikom problemy i swoje postulaty, a także jest organizatorem spotkań Okrągłego Stołu Reklamowego, podczas których przedstawiciele władz miasta i urzędów oraz branży reklamowej rozmawiają o sposobie unormowania obecności reklam w Warszawie.



POSTULATY STOWARZYSZENIA, DOTYCZĄCE KONIECZNYCH ZMIAN PRAWNYCH W
ZAKRESIE ŁADU PRZESTRZENNEGO, DOTYCZĄCYCH PROBLEMU REKLAMY
ZEWNĘTRZNEJ


WSTĘP
W chwili obecnej Ministerstwo Infrastruktury opracowało projekt nowelizacji prawa budowlanego, ustaw o zagospodarowaniu przestrzennym, oraz niektórych innych ustaw.
Uważamy, że cały ten wysiłek może pozostać niezauważony, a chaos w krajobrazie polskich
miast będzie narastał, jeśli nie zostanie jednocześnie opanowany problem reklamy zewnętrznej. Dotychczasowe unormowania dotyczące tego tematu są nieprecyzyjne, rozproszone pomiędzy wiele aktów prawnych, a kontrola ich wykonania leży w gestii wielu instytucji, dla
których często jest to problem drugorzędny. Sytuacja ta umożliwia podmiotom zajmującym
się reklamą zewnętrzną tzw. „kreatywną interpretację” tych przepisów, pozwalającą na
lokowanie nośników reklamowych w przestrzeni publicznej w zgodzie z prawem z jednej
strony, a niemal poza wszelką kontrolą z drugiej.
Problem ten nie jest problemem lokalnym, a w szczególności warszawskim. Dotyczy
wszystkich miast i gmin w Polsce, gdzie szczególnie atrakcyjne dla reklamodawców miejsca
(strefy centralne, skrzyżowania ważnych ciągów komunikacyjnych, trasy wylotowe i
przelotowe) pokryte są gęstą mieszaniną wszelkiego typu reklam. Reklamy coraz częściej
pojawiają się też w strefach zabytkowych, na terenach zielonych, czy wypoczynkowych.
Za szczególnie degradujące dla przestrzeni publicznej uważamy następujące
mankamenty prawa:
Brak jest określonej granicy ilości i wielkości nośników reklamowych, a takżeminimalnych odległości pomiędzy nimi.
  • Brak jest wyznaczonych stref o szczególnym znaczeniu, całkowicie wolnych od
reklam.
  • Sytuowanie większości nośników reklamowych następuje na podstawie zgłoszenia,
nie wymagającego uzyskania decyzji o warunkach zabudowy. Firmy celowo
opóźniają odbiór listów poleconych poza ustawowy, 30-dniowy termin,
uniemożliwiając w ten sposób doręczenie sprzeciwu wobec podjętych działań.
  • Miasta i gminy mają bardzo ograniczony wpływ na sytuowanie nośników
reklamowych, ze względu na niedostatek planów miejscowych, sporządzanych
głównie dla terenów rozwojowych. Problem reklamy zewnętrznej dotyczy natomiast
głównie stref zagospodarowanych, centralnych.
  • Czas trwania procedury rozbiórki nielegalnie umieszczonych reklam jest z reguły
dłuższy niż okres trwania kampanii reklamowych, których te nośniki dotyczą. Reklamodawcy osiągają więc w nielegalny sposób swój cel (i dochody), zachowując jednocześnie pozory legalności.
  • Dolegliwość kar za nielegalnie umieszczone reklamy jest bardzo niska, wielokrotnie
niższa od przychodów z tytułu ich eksploatacji.
  • Brak jest instytucji jednoznacznie odpowiedzialnej za kontrolę rynku reklamy
zewnętrznej.

POSTULUJEMY
  • W tak nie sprzyjających ochronie estetyki przestrzeni publicznej warunkach prawnych, ilość nośników reklamowych w Polsce rośnie stale o ok. 10% rocznie (wg danych Izby Gospodarczej Reklamy Zewnętrznej). Uważamy, że proces ten należy natychmiast zatrzymać, cofnąć i poddać kontroli. W związku z powyższą sytuacją wnioskujemy o pilne podjęcie następujących działań:
  • 1. Wprowadzenie do opracowanego obecnie projektu zmian prawa budowlanego i niektórych innych ustaw, poprawek doraźnie ograniczających problem reklamy zewnętrznej. W tym zakresie nasze stanowisko zbieżne jest z wystąpieniem Prezydenta Miasta St. Warszawy, pani Hanny Gronkiewicz Waltz, w piśmie z dnia 29.09.2008, a zwłaszcza:
  • wprowadzenie do ustawy o prawie budowlanym, obok budynków, budowli i obiektów małej architektury, czwartej kategorii obiektów – reklam, co umożliwi konstruowanie w stosunku do nich osobnych uregulowań.
  • Wprowadzenie do Ustawy możliwości tworzenia przez gminy rodzaju publicznie procedowanego prawa miejscowego, dotyczącego tylko sytuowania reklam
  • 2. Natychmiastowe rozpoczęcie prac nad ustawą całościowo ujmującą problematykę
  • reklamy w przestrzeni publicznej. Ustawa ta powinna uwzględniać co najmniej
  • następujące zagadnienia:
  • rozszerzenie definicji przestrzeni publicznej (tzw. wspólna przestrzeń wizualna),
  • pozwalające na efektywną kontrolę reklam pojawiających się na terenach
  • prywatnych.
  • jednoznaczne zdefiniowanie reklamy zewnętrznej poprzez jej funkcję (informacja o charakterze komercyjnym), a nie fizyczną postać nośnika; jest to szczególnie ważne ze względu na pojawiające się, nowe technologie (np. projektowanie reklam na budynkach przy pomocy rzutników wideo wysokiej mocy) i na nasilającą się tendencję do przybierania przez reklamy postaci innych przedmiotów (pojazdów, bankomatów, automatów do kawy, kwietników, ławek, etc.).
  • wprowadzenie możliwości ustalenia limitu ilości nośników reklamowych zarówno w skali całego kraju, jak i w poszczególnych miastach i gminach.
  • mierzenie ilości nośników reklamowych poprzez liczbę odsłon treści reklamowych na każdym nośniku (dotyczy to problemu tzw. scrolli - reklam przewijanych, oraz reklam wykorzystujących techniki wideo).
  • wprowadzenie maksymalnej wielkości nośników reklamowych, w zależności od wielkości miasta i rejonu ich umiejscowienia, oraz minimalnych odległości pomiędzy nimi; sugerujemy maksymalną wielkość reklam w strefach centralnych miast na poziomie maksymalnym 2 m2 w ciągach pieszych i 8 m2 poza nimi
  • wprowadzenie stref ochronnych, całkowicie wolnych od reklam, obejmujących:
a. tereny zielone,
b. tereny rekreacyjne,
c. zabytki i rejony zabytkowe,
d. cmentarze,
e. miejsca kultu religijnego,
f. miejsca pamięci,
g. szkoły i uczelnie
h. gmachy administracji państwowej i użyteczności publicznej,
i. Miejski System Informacji,
j. oznakowanie dróg,
  • powiązanie zgody na umieszczanie reklam na wielkoformatowych siatkach, z faktycznie wykonywanym remontem fasady budynku; reklamy takie winny być umieszczane na rusztowaniach budowlanych, nie zaś bezpośrednio na fasadzie; wprowadzenie maksymalnego okresu ekspozycji takich reklam (6 miesięcy) i okresu karencji do następnej ekspozycji (5 lat).
  • wprowadzenie całkowitego zakazu umieszczania wideobilboardów, wielkoformatowych ekranów wideo i innych form tzw. reklamy dynamicznej w miejscach widocznych z dróg dla pojazdów kołowych.
  • konieczność uzyskiwania zgody na umiejscowienie każdej reklamy o powierzchni większej, niż 1 m².
  • skrócenie procedur administracyjnych, związanych z rozbiórką lub usuwaniem nielegalnie umieszczonych nośników reklamowych, do maksymalnie 1 tygodnia.
  • zwiększenie kar za umieszczenie nielegalnej reklamy do poziomu przekraczającego przychody z jej eksploatacji.
  • umożliwienie karania reklamujących się w sposób nielegalny firm i podmiotów (sprawstwo kierownicze), a nie osób bezpośrednio umieszczających nielegalnereklamy w przestrzeni publicznej; zlikwiduje to zjawisko plakatów i ogłoszeń umieszczanych w olbrzymich ilościach na elementach infrastruktury miejskiej, takich jak słupy sygnalizacji miejskiej, latarnie, skrzynki sterownicze itp.

Postulujemy ponadto utworzenie jednej instytucji kontrolnej, całościowo odpowiadającej za
egzekwowanie nowych przepisów. Koszty utworzenia i funkcjonowania tej służby powinny
ponieść w całości podmioty czerpiące dochody z umieszczania w przestrzeni publicznej
treści komercyjnych. W chwili obecnej komercyjne wykorzystywanie tej przestrzeni jest
bezpłatne. Postulujemy wprowadzenie opłaty na poziomie 3% przychodów z takiej
działalności. Mechanizm ten zastosowano już z powodzeniem w obowiązującej Ustawie o
kinematografii, wobec nadawców komercyjnych, finansujących obecnie Polski Instytut Sztuki
Filmowej.





Średnia ocen: 4.78 , Suma ocen: 191, Głosów: 40
Oceń: