Cr Navigator
Czy da się „uspołecznić” kapitalizm?
powrót
Kryzys, który dotknął światową gospodarkę w 2008 r. wywołał nowe, burzliwe dyskusje na temat etyki kapitalizmu.  Czy podejście do przedsiębiorczości społecznej proponowane przez organizację Ashoka może okazać się pomocne w reformowaniu tego ustroju gospodarczego? 
 
Po dwustu latach niespotykanego rozkwitu globalnej gospodarki, kapitalizm nie cieszy się dobrą reputacją. Powtarzane cyklicznie badania opinii pokazują niski poziom zaufania do wolnego rynku, szczególnie (i paradoksalnie) w krajach rozwiniętych. Siedem lat po wybuchu kryzysu rozpętanego przez nieuczciwych bankierów, wiara w wolny rynek jest bezsprzecznie nadwątlona, a jego przeciwnicy postulują daleko idące przeobrażenia,  nabierając na nowo bezkrytycznej wiary w dobroczynne efekty ścisłej kontroli Państwa i regulacji. Gdyby jednakże w sondażu spytać o opinię na temat systemu, który za naczelne zasady przyjmuje prawo do posiadania własności prywatnej, a wolność gospodarczą i wolną konkurencję uznaje za warunki rozwoju, przeważająca większość respondentów wyraziłaby zapewne opinię przychylną. 
 
Może zatem jest to kwestia terminologii: według tygodnika The Economist słowo kapitalizm kojarzy się obecnie mniej z funkcjonującymi na konkurencyjnym rynku przedsiębiorcami-wytwórcami konkretnych dóbr, a bardziej ze skompromitowanym sektorem bankowym. Katastrofalne w skutkach działania wielkiej finansjery – spekulacje niemającymi pokrycia w rzeczywistości instrumentami finansowymi, jak również państwowe pakiety ratunkowe dla banków niewiele mają wspólnego z fundamentalnymi zasadami wolnego rynku. Absurdalne zyski finansowych elit, które doprowadziły do światowego kryzysu ostatnich lat, skłaniają niektórych do refleksji nad tym, czy da się ulepszyć świat nie obalając kapitalizmu.
 
Podwaliny pod wolnorynkową gospodarkę, w której istotną rolę pełni przekonanie o przedsiębiorczym i zarazem etycznym potencjale jednostki położyli filozofowie i religijni reformatorzy XVI, XVII i XVIII wieku. Owi prekursorzy wolnego rynku zakładali racjonalną moralność i żywili w gruncie rzeczy optymistyczny pogląd na temat natury ludzkiej. Szwajcarscy kalwini, a po nich m.in. angielscy purytanie wyznawali doktrynę predestynacji, wedle której przeznaczeniem poszczególnych jednostek było albo zbawienie albo potępienie. Dlatego bogacenie się za życia było dla nich oznaką łaski boskiej, a tym samym zapowiedzią przyszłego zbawienia. Aby osiągnąć dobrobyt, należało wyrzec się ziemskich uciech i oddać wytężonej, uczciwej pracy na chwałę Boga. Pobożność i nadzieja na zbawienie leżały u podstaw tego, co słynny niemiecki socjolog Max Weber nazwał protestancką etyką pracy. Klasyczni liberałowie wierzyli w moralny, intelektualny potencjał jednostki i jej osobistych aspiracji. Adam Smith, w opublikowanym w 1776 roku dziele Badanie nad naturą i przyczynami bogactwa narodów, wyznawał  przekonanie o zdrowym egoizmie jednostek, twierdząc, że pomnażanie zysków i dążenie do bogactwa poszczególnych przedsiębiorców (lokalnego piekarza, szewca, tkacza) sprzyja pomyślności ogółu. Czym większe osiągają zyski, tym, całkiem logicznie, więcej zatrudnią pracowników.
 
Dzisiaj fundamenty te zagubiły się nieco w miejskich metropoliach i korporacyjnych molochach. Dlaczego w dobie bezprecedensowego postępu technicznego, dzięki któremu świat skurczył się do globalnej wioski, tak ogromna część ludzkości żyje w ubóstwie? Winę za ten stan rzeczy ponosi nie tylko słabość norm etycznych w światowych korporacjach. Na ludzkie dążenia wpływają niezliczone czynniki związane zarówno z okolicznościami zewnętrznymi jak i indywidualnymi. Uwarunkowania kulturowe, historyczne i religijne stanowią często barierę dla idei wolności obywatelskich i wolnego rynku. W wielu społecznościach zmiany wymagają działań oddolnych, swoistej pracy pozytywistycznej, nie zaś odgórnych rozporządzeń. Zasadę tę rozumieją i stosują w praktyce przedsiębiorcy społeczni, działający na całym świecie. Rozumiał ją i pragnął rozwijać i propagować Bill Drayton, kiedy w 1980 r. założył międzynarodową organizację Ashoka – Innowatorzy dla Dobra Publicznego.  Ashoka zapewnia finansowe i merytoryczne wsparcie dla zrzeszonych w niej kilku tysięcy przedsiębiorców społecznych w ponad 80 krajach, w tym w Polsce, którzy w zmarginalizowanych społecznościach wdrażają programy w dziedzinie praw człowieka, opieki zdrowotnej, edukacji, infrastruktury i środowiska naturalnego. To innowatorzy, dla których wielkie zmiany zaczynają się od małych, takich jak budowa toalet publicznych czy lokalne konkursy matematyczne. W ich rozumieniu, w społecznościach pozbawionych perspektyw, wykształcenia i dostępu do podstawowych usług publicznych, nowoczesności i lepszej przyszłości nie da się zapewnić za pomocą odgórnych regulacji i rozporządzeń, ale często poprzez zmianę zakorzenionych w mentalności i tradycji przekonań. 
 
Wśród kryteriów Ashoki jest nie tylko misja społeczna, ale także przedsiębiorczość i innowacyjność.  Jak mówi Bill Drayton, nowatorstwo dla Ashoki nie polega na dawaniu ryby, nie polega także na dawaniu wędki, ale unowocześnianiu całego rybołówstwa.  Proces przyjmowania do grona Ashoka Fellows jest niezwykle wymagający, a innowacyjność stosowanych przez kandydata rozwiązań ma tutaj pierwszorzędne znaczenie. Wśród tych zrzeszonych w Ashoka są dwaj laureaci Pokojowej Nagrody Nobla: Muhammad Yunus, bangladeski bankier i przedsiębiorca społeczny, pionier mikropożyczek, oraz Kailash Satyarthi, wybitny działacz społeczny z Indii, lider globalnego ruchu na rzecz praw dzieci. Ale niezwykłych przykładów jest znacznie więcej. Ana Bella Estevez, przedsiębiorczyni społeczna z Hiszpanii, fundatorka Ana Bella Foundation, to inicjatorka prowadzonego wspólnie z Danone  programu aktywizacji zawodowej i zatrudniania kobiet, które doświadczały przemocy domowej.  Dr Frank Hoffman, niemiecki ginekolog, szkoli i zatrudnia niewidzące kobiety, które poprzez dotyk badają piersi w profilaktyce nowotworów i które, jak zostało udowodnione wieloma badaniami, są kilkudziesięciokrotnie skuteczniejsze w wykrywaniu zmian, niż doświadczeni ginekolodzy.  Barbara i Tomasz Sadowscy z Fundacji Pomocy Wzajemnej BARKA z Polski stworzyli nowatorskie programy integracji społecznej i zawodowej dla środowisk i osób wykluczonych społecznie (przyuczenie do zawodu poprzez staże i praktyki w przedsiębiorstwach). Poza wymiarem praktycznym, istotą ich działań jest przywracanie ludziom, którzy doświadczyli skrajnego wykluczenia, wiary w to, że mogą na nowo brać pełną odpowiedzialność za swoje życie.
 
Czy przyszłość należy do przedsiębiorców społecznych? Całkiem możliwe. Przedsiębiorstwa społeczne, które odnoszą sukcesy, postępują zgodnie z rządzącymi światem biznesu zasadami dyscypliny finansowej, zarządzania i planowania działań. A organizacje, które wspierają ich rozwój nie mogłyby działać na tak dużą skalę, gdyby nie współpraca ze światem biznesu. Drugi sektor to nieodzowny partner tych działań, bowiem zapewnia większość inwestycji i wiedzy koniecznych do tego, by przedsiębiorczość społeczna mogła się rozwijać.  Czego potrzeba innowatorom społecznym, którzy tworzą miejsca pracy? Dokładnie tego samego, co tradycyjnym przedsiębiorstwom.  Zmiany społeczne wymagają bowiem nie tylko empatii i pasji działaczy, ale także przyjaznych gospodarce decyzji politycznych, m.in. w sprawie podatków i regulacji.
 
W społeczeństwach, które dążą do rozwoju cywilizacyjnego i chcą żyć w pokoju i w duchu tolerancji dla różnorodności i poszanowania praw obywatelskich, nie ma alternatywy dla wolnego rynku i przedsiębiorczości nieskrępowanej przez rozrośniętą biurokrację państwową i opresyjne prawo. Aby redukować nierówności pomiędzy bogatymi a biednymi, zamiast państwowego interwencjonizmu, konieczny jest namysł, świadomość, zrozumienie tego, czym jest odpowiedzialność i etyka postępowania w biznesie po stronie uczestników społeczno-gospodarczych współzależności. Konieczna jest także współpraca i dzielenie się doświadczeniami. Innowatorzy społeczni i liderzy biznesu uczą się od siebie nawzajem i są dla siebie wzajemnie bezgranicznym źródłem inspiracji. Co jakiś czas ludzie uświadamiają sobie różnicę pomiędzy korzystną dla gospodarki konsumpcją a niepohamowanym konsumpcjonizmem, pomiędzy zdrową konkurencją a wyścigiem szczurów. Dobrze się dzieje, gdy globalne korporacje, za sprawą m.in. takich działaczy, jak Kailash Satyarthi, dochodzą do wniosku, że biznes oparty na wyzysku i pracy dzieci jest niemoralny i godny potępienia. Cieszy także każdy przypadek firmy, która w prowadzonych przez siebie fabrykach, niezależnie od szerokości geograficznej, utrzymuje cywilizowane standardy zatrudniania i traktowania pracowników. Te zmiany się dzieją, choć jeszcze jest tak wiele do zrobienia. W coraz większym stopniu do tych zmian prowadzą działania ludzi łączących przedsiębiorczość z misją społeczną. Jak postuluje The Economist,  kapitalizm trzeba uratować z rąk bankierów. Można by dodać, że należy go przekazać w ręce przedsiębiorców społecznych. Moim zdaniem jednakże, kiedy zniknie poparcie dla wolnego rynku, szansa ludzkości na dobrobyt i postęp społeczny zostanie zniweczona.
 
Beata Kenig - z wykształcenia anglistka i amerykanistka. Prowadziła szkolenia z zakresu Business English oraz tłumaczenia dla firm. Obecnie współpracuje z organizacją Ashoka i jest odpowiedzialna m.in. za kontakty z mediami. 
Średnia ocen: 0.00 , Suma ocen: 0, Głosów: 0
Oceń: