Cr Navigator
„Baba z wozu, koniom lżej” część 1.
powrót

„Baba z wozu, koniom lżej”

 

 

 

O języku inkluzywnym i wykluczającym z dr Agnieszką Jasińską rozmawia Anna Szlezinger.

 

 

 

CR Navigator: W biznesie modne stało się słowo „inkluzywny”. Mówi się tak o kulturze organizacji, czy można tak powiedzieć o języku? Czy nazwanie go po prostu językiem niedyskryminującym lub równościowym jest tym samym?

 

dr Agnieszka Jasińska: Zacznijmy od tego, że Biznes często jest w awangardzie jeśli chodzi o nowe, modne słowa. Językoznawcy podchodzą do tego z pewną rezerwą, bo nowy i modny nie oznacza zawsze pożyteczny i potrzebny. Ale zakładamy, że nowe, modne słowo „inkluzywny” takie jest, albo może być, szczególnie, że ma znaczenie pozytywne. Po polsku możemy powiedzieć też „włączający” i taka też forma funkcjonuje w innych dziedzinach związanych z życiem społecznym. W edukacji, w polityce migracyjnej itd. Wracając do Pani pytania o to czy inkluzywny oznacza to samo, co niedyskryminujący lub równościowy, to moim zdaniem ten termin niesie dodatkową informację. O równości, czy niedyskryminowaniu mówimy w grupie już istniejącej, zaś inkluzywny czy włączający oznacza, że mamy do czynienia z gotowością grupy do przyjęcia kolejnej osoby/kolejnych osób, które należy potraktować jak pozostałych członków. Inkluzja jest więc nie tylko stanem, jak równość, czy niedyskryminacja,  ale procesem. Zakłada dążenie do integracji w grupie poprzez zmniejszenie nierówności. Specjaliści od interkultury twierdzą, że inkluzja to optymalny proces integracji w grupie. A co z językiem inkluzywnym? Na razie niewiele można na ten temat znaleźć w opracowaniach językoznawczych, ale skoro można mówić o języku wykluczającym, to o jego przeciwieństwie prawdopodobnie też. Nie widzę powodu, dla którego nie mielibyśmy tworzyć specyficznego inwentarza słów, które zbliżają, sprzyjają integracji i inkluzji właśnie.

 

CR Navigator: Nasz wywiad dotyczy języka, który nie tylko nie dyskryminuje, ale jednocześnie powinien być nieodzownym elementem w zróżnicowanym miejscu pracy. O jaki język więc chodzi?

 

dr Agnieszka Jasińska: Chodzi o język, który reprezentuje sposób myślenia o drugim człowieku, o „Innym”. Powinien odzwierciedlać otwartość, zdolność do odczuwania empatii, zrozumienia wobec osoby, która pochodzi z innego kręgu kulturowego, czy grupy społecznej. Jaki to język? W rozwoju specjalnego inwentarza słów i zwrotów pomagają dziś licznie prowadzone szkolenia interkulturowe, podczas których trenerzy proponują ćwiczenia budujące wrażliwość na „Innego”. Na szczególną uwagę zasługują te ćwiczenia, które wykorzystują sytuację krytyczną, pewną kolizję interesów dwóch stron, jest to bowiem najlepszy (poza sytuacją realną) sposób na poznanie kogoś, kto reprezentuje inną rasę, płeć, orientację seksualną, ma inne doświadczenia kulturowe, także w pracy. Wykorzystuje się w nich na przykład metodę tzw. incydentu krytycznego, która opiera się na opisanym przeze mnie wcześniej konflikcie w określonej sytuacji komunikacyjnej i społecznej. Wielu trenerów interkulturowych tworzy „słowniki języka inkluzywnego”, my, językoznawcy powinniśmy gromadzić te zasoby i analizować je pod względem znaczeniowym i pod kątem ich wartości pozajęzykowych. Pozwoliłoby to, być może, uniknąć wielu konfliktów, albo nieporozumień na tle kulturowym.

 

CR Navigator: Otwarty świat zaczyna się od otwartego umysłu. Gdzie jest  w tym miejsce na otwarty, (inkluzywny) i równościowy język? Czy to język dostosuje się do nowej rzeczywistości czy to raczej rzeczywistość jest determinowana językiem?

 

dr Agnieszka Jasińska: Z punktu widzenia językoznawcy zawsze najpierw jest rzeczywistość, a potem dopiero narzędzie językowe, które ją opisuje. A więc najpierw jest uczucie empatii, zrozumienia, albo niechęci, niezrozumienia, wrogości czy awersji, a potem następuje wyrażenie tego za pomocą słów. Z drugiej strony socjolodzy języka i pragmalingwiści mówią wyraźnie, że język ma moc sprawczą, kształtuje rzeczywistość, wpływa na nią. Język nienawiści jest wstępem do prawdziwej agresji fizycznej.

Ta wzajemna, silna zależność pomiędzy rzeczywistością, a językiem powinna uczulić nas na to, jakiego języka używamy, czy przypadkiem nie jest to język wykluczający, obrażający, „dotykający”.

 

CR Navigator: Często zarówno w środowisku profesjonalnym jak i towarzyskim, spotykam się z argumentem: “przecież nie mam nic złego na myśli/ mnie się to słowo nie kojarzy źle. Jak to właściwie jest – kto decyduje o tym, czy słowo jest negatywnie nacechowane i może urazić?

dr Agnieszka Jasińska: To czy nasza wypowiedź jest obraźliwa, nacechowana itd. jest odczuciem silnie subiektywnym, dlatego chciałabym zaapelować to wszystkich tych, którzy przy takich okazjach nawołują o więcej dystansu. „Dystans” to odczucie, które jest również bardzo zindywidualizowane i ściśle związane z sytuacją. Ktoś, kto nie ma dystansu w jednej sytuacji, ma go wiele w innej, w której, być może my sami nie mielibyśmy go wcale. Jest wiele sfer  życia, które są ważne dla jednej osoby, a dla nas niekoniecznie i na odwrót.

Słowa negatywnie nacechowane to jedno, ale inną kwestią są tak zwane wartości, które wszyscy wyznajemy. Każdy ma swoją własną hierarchię spraw istotnych.  Dla jednego będzie to religia, dla innego wolność osobista, dla jeszcze innej osoby będzie to praca, albo rodzina. Naruszanie świętości zawsze wiąże się z przykrością, albo poczuciem krzywdy, czy niezrozumienia u drugiej osoby. Ocena tego nie należy do nas: poczucie krzywdy, czy przykrość spowodowana użyciem takich, a nie innych słów, jest subiektywna i należy tylko do osoby, do której dane słowa są skierowane. 


2.część wywiadu: 
http://crnavigator.com/art_e155/baba_z_wozu_koniom_lzej_czesc_2.html

Średnia ocen: 0.00 , Suma ocen: 0, Głosów: 0
Oceń: