Cr Navigator
„Baba z wozu, koniom lżej” część 2.
powrót
 ciąg dalszy wywiadu 

 

 CR Navigator: Jak jest w Polsce? Jakie błędy, celowo lub nie, popełniają Polki i Polacy? Czy są powiedzenia/wyrażenia które w języku polskim zakorzenione są tak głęboko, że większość nie zauważa ich szkodliwości?

 

dr Agnieszka Jasińska: To bardzo złożony problem. Zajmują się nim socjolodzy, psycholodzy, specjaliści od komunikacji społecznej i my, językoznawcy również. Powiem więc, jak to wygląda na moim podwórku. Jako językoznawca staram się nie oceniać języka pod kątem jego szkodliwości, musze opisywać go w sposób maksymalnie zobiektywizowany. Ale pracując w środowisku wielokulturowym nie mogę pozostawać obojętna na coś, co nazwałabym społeczną rolą języka. Szczególnie dzisiaj, kiedy zalewani jesteśmy internetowym hejtem. Mamy wiele słów, które w oczywisty sposób są nośnikami znaczeń negatywnych, są to słowa takie, jak: głupi, idiota, kretynka, grubas, tłuścioch, czarnuch, nierób, cwaniak. W ostatnim czasie obserwujemy zwiększenie w przestrzeni publicznej (a przynajmniej takie mamy odczucie) języka nienawiści. Stąd zresztą zakorzenienie się w polszczyźnie słowa ‘hejt’, które nie oznacza jedynie ‘nienawiści’ (bo takie jest podstawowe znaczenie po angielsku), ale ‘mowę nienawiści’. Mowa nienawiści kierowana jest przeciw osobom o innych przekonaniach politycznych (koderaści, ciamajdan, ale też mohery, oszołomy), orientacji seksualnej (pedały, lezby), pochodzeniu etnicznym (ciapaci, parchy, żydostwo, ruscy). Mają one bezsprzecznie negatywny odbiór.

Z drugiej strony często nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele istniejących słów i zwrotów nam już nie przeszkadza, są one bowiem tak silnie zakorzenione w języku, że nie sposób ich wyplenić. Czy oburzamy się dziś, gdy mówimy, że ktoś kogoś „ocyganił”, albo „oszwabił”? A przecież mówiąc o jakiejś nagannej czynności (tu o oszukiwaniu) odwołujemy się do pochodzenia etnicznego danej grupy. Polszczyzna w ogóle jest bogata w wyrażenia frazeologiczne z rozmaitymi „narodowościami”, które mają znaczenie negatywne, albo, w najlepszym razie, niezbyt sympatyczne. Są to takie zwroty jak np. „udawać Greka”, „austriackie gadanie”, „kochajmy się jak bracia, ale liczmy się jak Żydzi” i wiele, wiele innych.

A co z przysłowiami dyskryminującymi płeć? „Baba z wozu, koniom lżej”, ‘Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle’. Czy to jest przyjemne dla tej „baby”?

Nie zdajemy sobie sprawy, jak „dyskryminujące” są formy gramatyczne! Np., rodzaj męsko i niemęskoosobowy. Rodzaj męskoosobowy w języku polskim odnosi się tylko do mężczyzn. Do rodzaju męskoosobowego oprócz kobiet należą też koty, psy, stoły, komputery, krzesła, dzieci itd. Skąd ta „dyskryminująca” dla kobiet forma gramatyczna? Z przeszłości, gdzie kobiety traktowane były jako istoty gorsze. Ich miejsce w hierarchii społecznej znalazło odzwierciedlenie w języku.

W większości języków, w których istnieje kategoria rodzaju, jest następująca zasada: jeśli w grupie jest przynajmniej jeden mężczyzna, to zaimek opisujący tę grupę ma formę męską. A więc mówimy „Oni poszli do kina”, nawet jeśli mówimy o trzech kobietach i jednym panu. W drugą stronę to nie działa. Podobnie robią Francuzi i Włosi.

Czy w obliczu zachodzących zmian społecznych i obyczajowych powinniśmy zmienić gramatykę? Chyba nie, konsekwencje byłyby zbyt poważne.

 

 

CR Navigator: W biznesie nie ma wielu prezesek – z jednej strony dlatego, że jest mniej kobiet na stanowiskach kierowniczych a z drugiej dlatego, że żeńska forma tego słowa jest mało lubiana, czy to się zmienia?

 

dr Agnieszka Jasińska: To pytanie doskonale uzupełnia moją wcześniejszą wypowiedź. Zmiany społeczne bardzo dobrze ilustrują związek języka z kulturą, dlatego coraz częściej słyszymy o prezeskach, psycholożkach, menadżerkach itd. Ja sama jestem za tym, żeby zmieniać to, co się da zmienić. O ile w opisywanych przeze mnie wyżej przykładach rewolucja gramatyczna byłaby zbyt bolesna, o tyle w przypadku zmiany nazw zawodów nie widzę problemu. Zwłaszcza, że przed wojną w polszczyźnie było całkiem sporo żeńskich form zawodów.

Dzisiaj, kiedy mówimy o używaniu form żeńskich, spotykamy się z lekceważeniem, albo ironizowaniem na ten temat. Przeciwnicy tworzenia i używania takich form przytaczają wciąż te same argumenty, że przecież kobieta muzyk, to nie muzyka, ani muzyczka, a kobieta tapicer to nie tapicerka. To prawda. I tutaj też należy zachować zdrowy rozsądek. Te słowa, które mają już znaczenie zarezerwowane dla innego desygnatu, nie mogą tworzyć formy żeńskiej.

 Warto przytoczyć stanowisko Rady Języka Polskiego z 2012 roku. Jego autorzy podkreślają, że nie ma żadnych przeciwskazań, żeby tworzyć formy żeńskie od nazw zawodów, ale należy wziąć pod uwagę, że niektóre z nich miałyby brzmienie identyczne, jak istniejące już słowa oznaczające coś innego (wspomniana przeze mnie muzyka, czy tapicerka). Istnieje również ryzyko, że utworzenie formy żeńskiej od niektórych zawodów spowoduje odbieranie jej jako zbyt potocznej lub zdrobniałej (premierka, ministerka, profesorka) lub zgrubiałej (profesora). Mnie  te argumenty o zdrobniałości i zgrubiałości nie przekonują do końca, bo uważam, że do wszystkiego się można przyzwyczaić. Ale szanuję stanowisko najwybitniejszych polskich specjalistów od poprawności językowej i nie pozostaje mi nic innego, jak je zaakceptować. I śledzić zmiany, które są nieuchronne. Język to twór żywy, jeśli mamy kiedyś w przyszłości mówić profesorka, czy profesora, to niech tak się stanie.

 

CR Navigator: W opracowaniu przygotowanym przez m.in Amnesty International na temat języka równościowego czytamy: „Bardzo ważnym narzędziem kształtującym rzeczywistość jest język. Można go używać dwojako: utrwalając dotychczasowe stereotypy i uprzedzenia albo je eliminując.”  Jak możemy więc te uprzedzenia eliminować? 

 

dr Agnieszka Jasińska: Warto brać udział w szkoleniach międzykulturowych, budować inwentarze słownictwa włączającego, nie używać tego, które wyklucza, traktować swojego rozmówcę z empatią, nie nawoływać do dystansu wobec siebie, świadomie używać języka. Być czułym na stereotyp językowy, czyli na pewną nadwyżkę znaczeniową, którą niesie ze sobą dany zwrot w potocznym użyciu. Nie słuchać polityków, albo słuchać i mieć refleksję krytyczną. Pamiętać o tym, że ich wypowiedzi nie są przypadkowe. Manipulacja językowa w mediach jest bogato opisana przez językoznawców. Wystarczy przywołać nazwiska Jerzego Bralczyka, czy Michała Głowińskiego. Ich arcyciekawe książki o języku polityki są ogólnodostępne.

W eliminowaniu uprzedzeń bardzo pomaga nauka języków obcych. Przebywanie w otoczeniu ludzi z innych kultur, albo przynajmniej w środowisku, w którym mówimy w innym języku powoduje, że mamy na temat tego języka jakąś refleksję. Jako osoba znająca kilka języków promuję pogląd, że w językach europejskich jest dużo więcej podobieństw, niż nam się wydaje. Co świadczy o ścisłych kontaktach kulturowych i o tym, że w ogóle więcej nas łączy niż dzieli, gdyż język jest ściśle związany z kulturą. I niech to będzie konkluzja, którą można zanotować w naszym słowniczku języka inkluzywnego. 

 

CR Navigator: Dziękuję za rozmowę.

 

***

 

dr Agnieszka Jasińska, wykładowczyni w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, wieloletnia lektorka języka polskiego jako obcego, autorka licznych podręczników dla obcokrajowców.  Zajmuje się zawodowo językiem, a jego związek z kulturą to jej wielka pasja. Przez wiele lat uczyła języka polskiego w międzynarodowych korporacjach. Teraz pracuje głownie ze studentami programu ERAZMUS, a także wykłada w swojej macierzystej uczelni przedmioty związane z metodyką oraz językiem polskim jako obcym i drugim.

Średnia ocen: 0.00 , Suma ocen: 0, Głosów: 0
Oceń: